Kamil Wasilewski

adwokat

Codziennie pomagam przedsiębiorcom rozwijającym swój biznes, w tym firmom typu startup we wczesnych fazach rozwoju. Z pasji i zamiłowania jestem sportowcem.
[Więcej >>>]

Publikowanie zdjęć z siłowni

Kamil Wasilewski28 sierpnia 2018Komentarze (0)

Publikowanie zdjęć z siłowni

Coraz częściej możemy spotkać osoby, które na siłowniach lub w klubach fitness, ćwiczą z telefonami w ręku. Pomijając fakt, że trening przeprowadzony w taki sposób może okazać się mniej efektywny, to istnieją również dodatkowe zagrożenia. Wielu z nas bowiem, w trakcie wysiłku fizycznego na siłowni, robi dużo zdjęć, które następnie bez namysłu wrzuca do Internetu. Takie zachowanie, bez spełnienia kilku warunków, wiąże się z poważnymi konsekwencjami prawnymi.

Siłownia jako miejsce do robienia zdjęć

Możliwość rozpowszechniania zdjęć z siłowni różni się w zależności od tego, czy zdjęcia robimy wewnątrz siłowni, czy z zewnątrz. W tym drugim przypadku, do robienia i rozpowszechniania zdjęć klubu fitness, mają zastosowania przepisy ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. W szczególności zaś, chodzi o artykuł 33 pkt 1) wskazanej ustawy, który reguluje tzw. prawo panoramy. Jego treść brzmi następująco:

Wolno rozpowszechniać:

1) utwory wystawione na stałe na ogólnie dostępnych drogach, ulicach, placach
lub w ogrodach, jednakże nie do tego samego użytku; (…)

 

zdjęcia na siłowni

Co w praktyce oznacza powyższy przepis? To, że możemy dowolnie fotografować oraz publikować zdjęcia, na których widać budynek siłowni z zewnątrz. Jest to przepis od dawna funkcjonujący w polskiej kulturze prawnej. Pozwala on wykorzystywać takie zdjęcia w praktycznie dowolnym celu, wskazując jedynie, że nie wolno tego robić: „do tego samego użytku”. Zacytowane sformułowanie oznacza, że takiego zdjęcia nie możemy wykorzystać w celu odtworzenia takiego samego „utworu”, tj. takiego samego obiektu architektonicznego (np. elewacji, budynku, rzeźby). W innych przypadkach, również komercyjnych, takie zdjęcia możemy rozpowszechniać dowolnie.

Drugim aspektem, który należy omówić jest wykonywanie zdjęć podczas ćwiczeń, wewnątrz budynku siłowni. Pomimo tego, iż takie miejsce w świetle prawa jest postrzegane jako budynek użyteczności publicznej, nie jest to równoznaczne ze stwierdzeniem, że jest to miejsce publiczne. Na siłowni bowiem bardzo często funkcjonują regulaminy ustanowione przez właściciela, które my – jako użytkownicy siłowni – musimy bezwzględnie przestrzegać. Zresztą podczas zapisywania się na zajęcia z pewnością musieliśmy potwierdzić fakt zapoznania się z regulaminem i zobowiązać się do przestrzegania jego postanowień.

Czy można zatem publikować zdjęcia z wnętrza siłowni? Wszystko tak naprawdę zależy od właściciela siłowni, a mianowicie czy wyraża na to zgodę. W praktyce jednak, raczej nigdy nie spotkamy się z sytuacją, w której właściciel siłowni zabroni rozpowszechniania zdjęć wykonanych podczas ćwiczeń. Trenujący bowiem często za pośrednictwem takiej działalności przyczyniają się bezpośrednio do promowania siłowni.

Co innego, gdy zdjęcie, które zrobiliśmy, chcemy wykorzystać w celach komercyjnych. Na takie działanie powinniśmy uzyskać zgodę właściciela klubu fitness. Najczęściej postanowienia regulaminu siłowni wyraźnie wskazują, że nie wolno rozpowszechniać zdjęć w celach marketingowych i promocyjnych bez uzyskania stosownej zgody.

zdjęcia na siłowni

Zdarzają się również takie sytuacje, gdy chcemy zrobić zdjęcie, aby pokazać zły stan urządzeń, lub samej siłowni. Czy możemy takie zdjęcie bezkarnie publikować w Internecie? Z uwagi na to, że robiąc zdjęcia na siłowni podlegamy woli właściciela, a jemu zależy na nierozpowszechnianiu takich zdjęć, z pewnością należy poważnie się zastanowić nad umieszczeniem takiego zdjęcia w sieci. W przypadku braku postanowień regulaminu siłowni w tym zakresie, obowiązują przepisy wskazanej wyżej ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Zgodnie z nią, nie można rozpowszechniać cudzego „utworu” – w tym przypadku wnętrza siłowni – bez zgody twórcy (tj. właściciela siłowni).

Robienie zdjęć, a rozpowszechnianie zdjęć

Należy jednak pamiętać, że zachodzi znacząca różnica pomiędzy zrobieniem zdjęcia do użytku prywatnego, a jego dowolnym rozpowszechnianiem w mediach. Jeżeli zdjęcie robimy tylko dla siebie, mamy tutaj większą dowolność, bowiem zgodnie z literą prawą zakazane jest jedynie fotografowanie m.in. ważnych budynków z uwagi na obronność państwa, lub innych ludzi, jeżeli możemy naruszyć ich intymność. Zatem w przypadku chęci sfotografowania – jak w powyższym przykładzie – złego stanu urządzeń na siłowni, który np. spowodował uraz podczas ćwiczeń, zdjęcie należy zatrzymać dla siebie i ewentualnie później użyć je w trakcie postępowania o odszkodowanie.

Wizerunek innych osób ćwiczących

Należy omówić jeszcze kwestie publikacji zdjęć, na których są widoczni inni użytkownicy siłowni. Ogólnie rzecz biorąc, aby rozpowszechnić zdjęcie zawierające wizerunek innej osoby, musimy uzyskać jego zgodę. Wynika to wprost z cytowanej już w tym artykule ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Art. 81 wskazuje ponadto, że zgoda taka nie jest wymagana, jeżeli osoba utrwalona na zdjęciu, otrzymała zapłatę za pozowanie. Dalej ustawa wskazuje, że zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku:

  • osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych,
  • oraz osoby stanowiącej jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza.

Zatem najpewniejszym sposobem, który uchroni nas od konsekwencji prawnych, jest uzyskanie zgody od osoby znajdującej się na zdjęciu, najlepiej w formie pisemnej. Praktyka ta nie jest jednak zbyt popularna, jeżeli chodzi o publikowanie zdjęć z siłowni przez jej użytkowników. Jeżeli zatem nie mamy zamiaru o taką zgodę prosić, lub jej nie dostaliśmy – lepiej zrobić drugie zdjęcie, na którym będziemy tylko my.

Jeżeli jednak zdarzy się sytuacja, w której mamy super zdjęcie, ale widać na nim jeszcze inne osoby, trzeba zadać sobie pytanie, czy patrząc jedynie na zdjęcie, można te osoby zidentyfikować. Jeżeli tak – zdjęcia nie możemy opublikować bez ich zgody. Natomiast, gdy naszą intencją było przedstawienie tylko i wyłącznie swojej osoby, a osoby w tle są „rozmazane” i niemożliwe do zidentyfikowania, zdjęcie nie narusza praw tych osób.

Zdjęcia wykonywane przez trenerów personalnych

W tym wypadku zawsze należy uzyskać zgodę właściciela klubu fitness oraz osoby, której wizerunek publikujemy. Koniecznie obie zgody na piśmie. Większość zdjęć robionych przez trenerów personalnych na siłowni jest wykorzystywane w celach marketingowych i biznesowych, zatem ich rozpowszechnianie jest ograniczone prawnie.

Zdjęcia na siłowni a RODO

Oprócz ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych nie można zapominać również o RODO. Powyższa unijna regulacja uszczegółowiła zakaz publikacji wizerunku innej osoby. Stał się on elementem danych osobowych, które są definiowane jako dane dotyczące osoby zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania (jesteśmy w stanie ją zidentyfikować bez nadmiernych kosztów lub wysiłku). Nawet jeżeli identyfikacji mogą dokonać tylko znajomi osoby sfotografowanej, wizerunku takiego nie możemy publikować bez zgody. Ponadto, jeżeli będziemy chcieli zdjęcie przetwarzać (co najczęściej zdarza się w przypadku trenerów personalnych), musimy poinformować o sposobie jego przetwarzania i miejscach publikacji. Dodatkowo trzeba liczyć się z tym, iż osoba sfotografowana może w każdym momencie wycofać swoją zgodę. W takim wypadku będziemy zobowiązani do usunięcia zdjęć ze wszystkich miejsc, w których ją opublikowaliśmy.

Zdjęcia na siłowni – podsumowanie

Podsumowując, z roku na rok ustawodawca krajowy jak i unijny coraz większą uwagę przykłada do ochrony danych osobowych (w tym wizerunku). Należy zatem bardzo ostrożnie rozpowszechniać wszystkie informacje, które mogą naruszać prawa innych osób. Wizerunek utrwalony na fotografii, a następnie bezprawnie rozpowszechniony, może stać się podstawą odpowiedzialności prawnej. Jeżeli mamy jakiekolwiek wątpliwości w tym zakresie, należy uzyskać odpowiednią zgodę, a w przypadku jej braku – zdjęcia nie publikować.

*****

Podobał ci się ten wpis? Udostępnij go innym. Jeżeli natomiast chcesz uzyskać pomoc prawną, napisz do mnie na k.wasilewski@adwokatwasilewski.pl lub zadzwoń: 503 070 837.

zdjęcia na siłowni

Wprowadzenie

Dzisiaj zapraszam Państwa do lektury wywiadu z Mikołajem Lechem – rzecznikiem patentowym prowadzącym bloga: znakitowarowe-blog.pl. Mikołaj bardzo rzeczowo i dokładnie wyjaśnił wszystkie kwestie związane z wyborem nazwy dla klubu fitness oraz jej ochroną prawną. Poniższe informacje z pewnością przydadzą się każdemu, kto w przyszłości chce zabezpieczyć swoją markę na konkurencyjnym rynku branży fitness. Zapraszam 🙂

Jak najczęściej przedsiębiorcy wybierają nazwy dla swoich firm? Jak to wygląda w przypadku branży fitness?

Z tego co mówią moi klienci, to często nazwy ich firm mają jakieś konkretne znaczenie – przynajmniej dla nich. Zdarza się, że nazwa stanowi zestawienie pierwszych liter imienia i nazwiska właściciela. Czasami nazwa jest efektem burzy mózgów założycieli.

Nazwę firmy warto jednak dobrze przemyśleć. Pamiętam historię klienta, który zdecydował się zawrzeć w niej imiona swoich dzieci. Kiedy robiliśmy analizę prawną okazało się, że w Google pod tą nazwą wyskakują zdjęcia dwóch latynoskich striptizerów 🙂

Stosunkowo rzadko przedsiębiorcy zlecają wymyślenie marki agencji reklamowej. Nawet jeżeli się na to zdecydują, powinni pamiętać, że marketingowiec nie ma dostatecznej wiedzy prawniczej, aby ocenić czy wymyślona nazwa nie naruszy cudzych praw. Znam historię przedsiębiorcy, któremu agencja stworzyła świetną nazwę i jeszcze lepsze logo. Problem w tym, że kiedy ten zgłosił do ochrony znak towarowy, dostał sprzeciw od przedsiębiorcy posiadającego prawa nie do identycznego znaku, ale podobnego. Po trwającym prawie 2 lata sporze Urząd uznał, że znaki są do siebie na tyle podobne, że potencjalni konsumenci mogą być wprowadzeni w błąd. I w efekcie odmówił rejestracji.

Jeżeli chodzi bezpośrednio o branżę fitness to chyba nikogo nie zaskoczę, że kluby powszechnie w swoich nazwach mają słowo „fitness”. Od strony prawnej nie jest to wcale takie korzystne.

Jakie popełniają w tym zakresie błędy?

Zauważyłem, że przedsiębiorcy wybierając nazwy dla swoich firm popełniają najczęściej dwa rodzaje błędów.

W pierwszej kolejności nie weryfikują prawidłowo czy nazwa, którą sobie upatrzyli jest wolna. Mówiąc precyzyjniej – czy w ich branży ktoś się już nią nie posługuje. Nie ma bowiem przeszkód aby dwie firmy używały identycznej nazwy. Jeżeli nie są konkurentami, to ich klienci nie mają szansy się pomylić. Chcąc kupić drożdżówkę w piekarni STOKROTKA, przez pomyłkę nie rozliczą podatków w biurze rachunkowym o takiej nazwie.

Po wybraniu nazwy przedsiębiorcy robią pobieżne badanie w wyszukiwarce Google oraz w zakresie dostępności domeny internetowej. Wadą pierwszej metody jest to, że Google pokazuje najczęściej wyniki lokalne. Algorytm może uznać, że nie warto nam pokazywać informacji o klubie fitness o identycznej nazwie z Hiszpanii. A jeżeli taki klub chroni swój znak towarowy na terenie całej Unii Europejskiej, to otwarcie obiektu w Polsce pod taką nazwą naruszy jego prawa. Z drugiej strony również dostępność domeny internetowej z daną nazwą niczego nie gwarantuje. Hiszpański przedsiębiorca być może uznał, że nie ma sensu rejestrować każdej domeny narodowej w sytuacji, kiedy jego znak towarowy pozwala mu taką domenę konkurentowi odebrać siłą.

Błąd na tym etapie może doprowadzić do tego, że po kilku miesiącach lub latach odezwie się do nas właściciel znaku towarowego z żądaniem zmiany nazwy, pod którą działamy. A to oznacza, że cały wysiłek i pieniądze włożone przez nas w promowanie marki można uznać za zmarnowane.

Aby uniknąć tego typu problemów, należy wcześniej przeprowadzić analizę prawną marki w oparciu o zarejestrowane znaki towarowe. Nie jest to tak proste jak mogłoby się wydawać. Kolizją będą bowiem nie tylko znaki identyczne, ale i podobne. I nie jest ważne czy według nas porównywane znaki towarowe się od siebie różnią. Liczy się jedynie to, jak taką sytuację zinterpretuje Urząd Patentowy lub sąd, kiedy dojdzie do sporu. Z tego powodu warto na tym etapie zlecić np. rzecznikowi patentowemu tzw. badanie zdolności rejestrowej znaku towarowego. Po analizie dostaniemy od niego konkretne wnioski i rekomendacje. Nie zawsze są to informacje, których oczekujemy. Lepiej jednak dowiedzieć się, że dana nazwa narusza cudze prawa jeszcze zanim zaczniemy działalność, niż po kilku latach od jej rozpoczęcia. Na początku mamy zawsze jakieś pole manewru, możliwość modyfikowania logo.

Drugim błędem, który często obserwuję jest wybór nazwy, której od strony prawnej nie można zmonopolizować. Przedsiębiorcy chcąc pokazać klientom czym się zajmują, wchodzą w nazwy jednoznacznie opisowe. W przypadku klubów sportowych jest to właśnie słowo fitness. W Urzędzie Patentowym RP w zakresie usług sportowych, znaków towarowych zawierających to słowo jest ponad 150.

Problemu nie ma, jeżeli główna marka opiera się o fantazyjne określenie.

Przykład:

ochrona prawna nazwy klubu fitness

 

 

 

 

 

R-263793

ochrona prawna nazwy klubu fitness

R-268141

W takich przypadkach słowo „fitness” pełni w tych znakach rolę informacji o świadczonych usługach. Przedsiębiorca odróżnia się od konkurencji określeniem „Forest” lub „New Age”, które dzięki rejestracji zmonopolizował dla swojej branży. I od strony prawnej to bardzo dobre rozwiązanie.

To czego należy unikać, to tworzenie marki w oparciu o określenia w 100% opisowe.

Przykład:

ochrona prawna nazwy klubu fitness

 

 

 

 

 

 

R-251645

ochrona prawna nazwy klubu fitness

 

 

 

 

 

 

R-245249

Znak towarowy zostanie uznany za opisowy, jeżeli konsument bez cienia namysłu będzie w stanie rozszyfrować jakie towary lub usługi są pod nim oferowane. W powyższych przykładach liczba „24” wskazuje, że klub jest otwarty całą dobę, a określenie „strefa sportu” mówi o miejscu gdzie można uprawiać tego typu aktywność. Oba znaki uzyskały ochronę tylko dzięki temu, że zawierają fantazyjną szatę graficzną. Oznacza to, że może powstać klub o identycznej nazwie, byleby nie używał zbliżonej grafiki. I właśnie z tego powodu należy unikać opisowych znaków towarowych. Więcej na ten temat opowiadam w poniższym nagraniu:

 

Czy nazwa firmy to to samo co marka firmy?

Potocznie ludzie mówią, że firma to działalność gospodarcza lub spółka, którą prowadzi przedsiębiorca. Nazwa firmy jest więc rozumiana jako określenie, pod którym widnieje się w rejestrze CEIDG lub KRS. I choć często jest tak, że marka, pod którą działamy na rynku zawiera się również w nazwie firmy, to nie jest to regułą. Przykładowo właścicielem przytoczonego znaku towarowego FOREST jest „Bielański Klub KYOKUSHIN KARATE”.

Tym samym markę firmy należy rozumieć szerzej. Jest to każde oznaczenie (głównie słowne, graficzne lub słowno-graficzne), którym przedsiębiorca odróżnia swoje towary i usługi na rynku. Przedsiębiorca może być właścicielem wielu różnych marek. Jedna może być związana z klubem fitness, kolejna ze sklepem internetowym, a jeszcze inna np. z suplementami.

Czy wystarczy założyć działalność gospodarczą lub spółkę, aby być właścicielem marki?

No i to jest właśnie jeden z powszechnych mitów. Przedsiębiorcy wychodzą z założenia, że skoro wymyślili nazwę marki, a później założyli firmę, to mają na nią wyłączność. Co więcej są przekonani, że skoro żaden urzędnik nie robił im problemów na etapie zakładania firmy, to wszystko zostało zweryfikowane i ich nazwa nie narusza prawa. Tymczasem najczęściej w ogóle nie jest to przez urzędnika sprawdzane.

Prawo daje pewien minimalny poziom ochrony, ale muszą być spełnione ku temu określone wymogi. Jeżeli chodzi o prawo autorskie, to w przytłaczającej większości przypadków nie obejmie ono samej nazwy marki. Chodzi o to, że proste słowo lub zestawienie słów jest za mało oryginalne, aby mogło być uznane za utwór.

W ochronie swojej marki możemy powoływać się na przepisy ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Problem w tym, że zakres ochrony będzie uzależniony od dowodów jakie przedłożymy. Jeżeli prowadzimy jeden klub sportowy, to najpewniej ochrona obejmie wyłącznie terytorium naszego miasta. Mamy małe szanse na to, że będziemy w stanie zakazać używania identycznej nazwy klubowi z drugiego końca Polski. Konkurent może się bronić tym, że nie ma ryzyka, że potencjalny klient się pomyli, ponieważ będąc w Gdańsku, nie pojedzie do klubu fitness w Krakowie.

Co więcej, jeżeli nasz konkurent zastrzeże taką nazwę w Urzędzie Patentowym, to mamy zablokowaną możliwość rozwoju. Jeżeli wykażemy, że na rynku działaliśmy jako pierwsi, to możemy powoływać się na prawo „używacza uprzedniego”. Oznacza to, że nadal będziemy mogli prowadzić działalność, ale w nie większym niż dotychczas zakresie. A to oznacza, że możemy zapomnieć o stworzeniu sieci placówek klubów fitness pod naszą marką.

O innych mitach związanych ze znakami towarowymi opowiadałem w poniższym nagraniu:

Czy warto zastrzec nawę klubu fitness, a jeżeli tak to jak to zrobić?

Aby korzystać z podwyższonej ochrony prawnej, nazwę lub logo klubu fitness powinniśmy zgłosić do odpowiedniego Urzędu Patentowego. Należy przygotować podanie, wykaz towarów i usług oraz  wnieść odpowiednie opłaty urzędowe. Ich wysokość zależy od terytorium na jakim znak ma być zarejestrowany (Polska, Unia Europejska lub wybrana kraje świata) oraz tego ile klas towarowych wskażemy w zgłoszeniu. Po szczegóły wyliczenia odsyłam do artykułu: Koszt rejestracji znaku towarowego. Tutaj wspomnę jedynie, że minimalne opłaty urzędowe za 10-cio letnią ochronę w Polsce wynoszą 890 zł. Nie są to więc kwoty zaporowe. Wychodzi niecałe 7,50 zł za miesiąc.

Problem w tym, że przedsiębiorcy albo nie wiedzą, że znaki towarowe się rejestruje, albo uważają, że są to zbędne koszty. W końcu można latami działać na rynku bez takiej ochrony. Ja bym jednak rejestrację znaku towarowego porównał do ubezpieczenia. Jeżeli nie mamy wypadku, możemy czuć, że płacąc za nie, wyrzucamy pieniądze w błoto. Ubezpieczenie ratuje nasze zdrowie lub życie, jeżeli spotyka nas jakieś nieszczęście. Przy znaku towarowym możemy mówić o ochronie zdrowia lub życia firmy.

Marka to często magnes na klientów. Jeżeli latami inwestujemy w jej rozpoznawalność i wysoką jakość obsługi klientów, to ci odwdzięczają się nam zaufaniem. Sami korzystają z naszych usług i polecają nas swoim znajomym. Jeżeli zostaniemy zmuszeni do zmiany nazwy firmy, znikamy z ich pola widzenia. Nową markę trzeba budować od zera.

I to jest też pierwszy powód, dla którego przedsiębiorcy decydują się na rejestrację znaków towarowych. Zależy im na bezpieczeństwie i poczuciu, że nikt nie zakaże im używania ich marki.

Jeżeli najpierw zbadamy czy wybrana przez nas nazwa jest dostępna, a później ją zarejestrujemy, zyskujemy poczucie, że jesteśmy realnymi jej właścicielami. Urząd Patentowy po przejściu całej procedury wydaje ozdobne świadectwo ochronne, na którym jest zapisane jaki znak jest objęty ochroną, w zakresie jakich towarów i usług oraz na jakim terytorium. Co jednak najważniejsze, wyraźnie jest tam napisane komu te prawa przysługują. I właściwie w tym momencie mamy na 10 lat spokój. Samą ochronę można przedłużyć na kolejne tego typu okresy ochronne, właściwie w nieskończoność.

Drugim powodem rejestracji jest potrzeba posiadania silnego narzędzia prawnego do walki z nieuczciwą konkurencją. Liderów w branży się kopiuje. Do pewnego stopnia jest to legalne. Jeżeli jednak inspiracja wkracza w sferę nazw lub identyfikacji graficznej – robi się problem. Nieuważny klient może się pomylić i skorzystać z usług konkurenta. Gorzej jeżeli taki konkurent zacznie psuć naszą reputację. Mając jednak zarejestrowany znak towarowy, uzyskujemy monopol prawny na dane oznaczenie na terenie całego kraju. Sąd nie będzie się zastanawiał czy działamy na tym samym rynku geograficznym. Na podstawie świadectwa rejestracji oceni jedynie czy doszło do złamania prawa. Mając zastrzeżony znak towarowy dochodzenie roszczeń jest zdecydowanie łatwiejsze.

Czy markę firmy można ukraść?

Dobrze rozpoznawalna marka firmy jest często cenniejsza niż jej majątek czysto fizyczny. O tym nie słychać w mediach, ale toczy się wiele sporów o prawa do nazw. Najczęściej marki próbują przejąć byli wspólnicy, pracownicy, bądź lokalni konkurenci. Od strony formalnej wygląda to dość prosto. Osoba, która chce ukraść markę, wiedząc, że przedsiębiorca jej nie chroni, rejestruje ją na siebie w Urzędzie Patentowym. Dzięki uzyskanemu prawu ochronnemu może takiego przedsiębiorcę pozwać oraz doprowadzić do zabezpieczenia towaru, którym handluje. Jeżeli dojdzie do takiej sytuacji, firma może nawet stracić płynność finansową. To też często jest argument za tym, aby jednak z szantażystą podjąć rozmowy ugodowe.

Czasami jednak przeciwnik gra ostrzej i stara się wyeliminować swojego konkurenta z rynku. Sam prowadzę sprawę obiektu hotelowego, który istniał na rynku od kilku lat, kiedy nagle został pozwany. Konkurent oddalony od niego o kilka kilometrów zarejestrował jego znak towarowy na siebie i próbuje zakazać mu używania jego marki. Problemu by nie było, gdyby od razu po założeniu działalności mój klient zadbał o ochronę marki. Teraz jest już na to za późno i trzeba bić się w sądzie.

Warto jednak pamiętać również o innym zagrożeniu. Na rynku są firmy, które swój model biznesowy oparły na przejmowaniu cudzych marek. Lokalizują one marki, które dobrze sobie radzą na rynku, ale ich właściciele nie zarejestrowali ich w Urzędzie Patentowym. Zgłaszają je więc na siebie i wykorzystują nabyte prawo do szantażu. O takich firmach mówi się „trolle od znaków towarowych” i swego czasu stanowiły ogromny problem w Stanach Zjednoczonych.

Więcej na ten temat mówiłem w poniższym nagraniu:

Co może zrobić właściciel klubu fitness, jeżeli konkurencja posługuje się nazwą klubu podobną do jego nazwy?

To jakimi narzędziami prawnymi dysponujemy, zależy od tego czy nazwę klubu chronimy w Urzędzie Patentowym czy nie. Rozważmy najpierw co można zrobić w tym drugim przypadku.

W pierwszej kolejności powinniśmy spojrzeć na swoją nazwę i zastanowić się, czy nie składa się ona w całości z określeń opisowych typu „fitness club 24”. Jeżeli tak, to o ile konkurent nie kopiuje naszej szaty graficznej, działa legalnie. Załóżmy jednak, że posługuje się nazwą fantazyjną. Teraz powinniśmy ocenić czy konkurent działa na tym samym rynku geograficznym co my. Innymi słowy czy nasz potencjalny klient może przez pomyłkę skorzystać z jego usług. Jeżeli konkurent działa w odległym mieście, jest to mało prawdopodobne, a więc znów jego działania będą zgodne z prawem. Jeżeli terytorium jest to samo, możemy w oparciu o przepisy ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji zażądać, aby zszedł ze spornej nazwy. Jeżeli tego nie zrobi, należy rozważyć pozew.

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja, kiedy dysponujemy prawem do zarejestrowanego znaku towarowego. Jeżeli tylko znak nie jest w całości opisowy, to możemy żądać od konkurenta zmiany nazwy pod którą działa. Formalnie wysyła się do niego pismo ostrzegawcze wraz z kopią świadectwa ochronnego. W większości przypadków to wystarcza, aby taka osoba zeszła ze spornej nazwy. Z mojego doświadczenia wynika, że przedsiębiorcy wybierają nazwy firm dość bezrefleksyjnie. Z dużym prawdopodobieństwem więc, otrzymując podobne pismo, często nie są świadomi naruszenia prawa. Jeżeli decydują się dostosować do stawianych w piśmie żądań, właściciele znaków towarowych w wielu przypadkach odpuszczają sobie dochodzenie roszczeń pieniężnych. Jeżeli natomiast konkurent nie chce zejść ze swojej nazwy, to nie ma innego wyjścia jak wystąpić przeciwko niemu na drogę sądową. Z tym, że tak jak wspominałem, mając świadectwo rejestracji, wykazanie, że prawa do marki należą do nas, jest proste. Sąd oceni jedynie czy działania konkurenta faktycznie naruszały te prawa.

Mam nadzieję, ze po lekturze tego artykułu uzyskałeś niezbędne informacje. Jeżeli nadal masz wątpliwości pytaj śmiało w komentarzach lub w rozmowie prywatnej za pomocą formularza lub emaila k.wasilewski@adwokatwasilewski.pl

Ubezpieczenie OC trenera personalnego

Kamil Wasilewski22 czerwca 2018Komentarze (0)

Ubezpieczenie OC trenera personalnego

Prowadzenie przez trenera personalnego własnej działalności gospodarczej lub praca na etacie w klubie fitness często wiąże się z ryzykiem nieumyślnego wyrządzenia szkody osobie trzeciej. Aby zminimalizować ryzyko odpowiedzialności za powstałe szkody trener personalny może zabezpieczyć się w tym zakresie wykupując polisę ubezpieczeniową.

Czy trener personalny musi mieć wykupione ubezpieczenie OC?

W przypadku wielu profesji zawodowych wykupienie ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej jest obowiązkowe. Jeżeli natomiast chodzi o trenerów personalnych tonie ma takiego obowiązku.Jednakże warto, aby trener personalny posiadał wykupioną polisę OC.

Dlaczego warto wykupić OC?

Często bowiem może się zdarzyć, że na skutek błędu trenera personalnego np. poprzez źle pokazanie korzystania ze sprzętu klient odniesie kontuzję. Nie jest wykluczone, że trener personalny przez przypadek uszkodzi ubranie czy sprzęt klienta. Wtedy istnieje ryzyko, że będzie musiał ponieść niekiedy wysokie konsekwencje natury finansowej. Zgodnie, bowiem z treścią art. 444 kodeku cywilnego w razie uszkodzenia ciała lub wywołania rozstroju zdrowia naprawienie szkody obejmuje wszelkie wynikłe z tego koszty np.: koszty leczenia, lekarstw, koszty konsultacji ze specjalistami czy koszty sprzętu rehabilitacyjnego. Jeżeli poszkodowany utracił całkowicie lub częściowo zdolność do pracy zarobkowej albo jeżeli zwiększyły się jego potrzeby lub zmniejszyły widoki powodzenia na przyszłość, może on żądać od zobowiązanego do naprawienia szkody odpowiedniej renty. Poszkodowany klient może on również na podstawie art. 445 kodeksu cywilnego żądać zadośćuczynienia za ból i cierpienie spowodowanie szkodą. W razie uszkodzenia mienia naprawienie szkody obejmuje koszty naprawy  zniszczonej rzeczy oraz zwrot utraconych korzyści.

Czym kierować się przy wyborze polisy OC?

Na rynku ubezpieczeń obecnie można spotkać wiele ofert dla trenerów personalnych. Jak zatem wybrać najlepszą? W pierwszej kolejności należy zastanowić się na tym, na jakie ryzyka jest najczęściej narażona nasza działalność a jakie są mało prawdopodobne. Gdy już ustaliliśmy, jakie wypadki najczęściej mogą wystąpić spróbujmy dobrać polisę odpowiednią do naszych wymagań. Jeśli nie znajdujemy w niej postanowień, o które nam chodzi, warto zapytać agenta, czy istnieje możliwość rozszerzenia ubezpieczenia o sytuacje, które nas interesują. Bardzo ważną sprawą jest dokładne przeczytanie OWU, czyli ogólnych warunków ubezpieczenia. Szczególnie istotne są tam wyłączenia, tj. spis sytuacji, w których nasza polisa OC nie będzie działała.

Podsumowanie

Posiadanie przez trenera personalnego odpowiedniej polisy OC to nie tylko gwarancja bezpieczeństwa finansowego w przypadku wyrządzenia szkody swojemu klientów. To także jeden z istotnych elementów marketingu i wizerunku trenera albowiem wzrasta jego wiarygodność jako profesjonalisty w oczach klientów.

*****

Podobał ci się ten wpis? Udostępnij go innym. Jeżeli natomiast chcesz uzyskać pomoc prawną napisz do mnie na k.wasilewski@adwokatwasilewski.pl lub zadzwoń: 503 070 837.

Publikowanie wizerunku klienta przez kluby fitness

Z roku na rok wzrasta liczba osób korzystających z siłowni lub klubów fitness. Nie da się ukryć, że aby utrzymać się na rynku i zdobyć nowe grono klientów kluby fitness muszą wyróżnić się na tle konkurencji. Jedną z takich form jest publikowanie efektów swoich klientów, ich metamorfoz czy relacji z treningów na stronie www czy w social media.

Jak zatem robić to w sposób legalny?

Więcej na ten temat dowiesz się w najnowszym numerze czasopisma bodyLIFE.

Miłej lektury:)

 

Co może wrzucić w koszty podatkowe trener personalny?

Z roku na rok wzrasta liczba osób korzystających z siłowni lub klubów fitness. W związku z tym pojawia się zapotrzebowanie na rynku pracy także dla trenerów personalnych. Część z nich jako formę zatrudnienia wybiera umowę o pracę lub zlecenia. Jednakże coraz to powszechniejszym jest zakładanie własnych działalności gospodarczych przez trenerów personalnych.  Z tym związane są nie tylko przychody, ale i wydatki.

Zastanówmy się zatem jaki rodzaj wydatków trener personalny może zaliczyć do kosztów podatkowych?

O tym przeczytasz wiece w moim gościnnym artykule jaki miałem przyjemność napisać dla czasopisma Trainer.

Zapraszam do lektury:)